U schyłku XIX w. zaczęła się parcelacja gruntów tej podwarszawskiej wsi. Pan Narbut (pisany przez jedno t!), bogaty przedsiębiorca petersburski, z pochodzenia Litwin, kupił szmat terenu i zaczął zamieniać go w miasto. Rozpoczął od budowy wielkiej kamienicy na rogu Rakowieckiej i Puławskiej. Dom (ten sam, w którym potem mieszkał Melchior Wańkowicz) był ogromny i stał w polu, ale pojawił się tuż za rogatkami Warszawy nieprzypadkowo. Był jak reklama. Miał zachęcić inwestorów do kupowania działek i budowania w tej okolicy. Tak naprawdę Mokotów rozkwitł jednak dopiero w latach 30., gdy od 15 lat był już w granicach miasta. Łąki kurczyły się, glinianki zasypywano, a im bliżej Rakowieckiej, tym gęściej było od luksusowych kamienic. Gdyby nie wojna, dziś Stary Mokotów byłby luksusową dzielnicą mieszkaniową.
A tak wygląda kamienica dziś:
Warto wspomnieć, iż w tej kamienicy działał w latach 1976-1979 Salon Kultury Niezależnej zwany też Salonem Walendowskich, od nazwiska założycieli - małżeństwa Anny Erdman-Walendowskiej i Tadeusza Walendowskiego, "promujący twórczość wolną od cenzury". Na ścianie kamienicy przybito tablicę na pamiątkę Salonu.
Salon Walendowskich był miejscem wówczas szczególnie istotnym, gdyż działał w czasach, gdy najważniejsze dyskusje na tematy polityczne, ale także szeroko rozumianej kultury, odbywały się na nieformalnych spotkaniach w mieszkaniach prywatnych. Nie było bowiem miejsc umożliwiających otwartą, pełną i publiczną prezentację własnych poglądów czy nieocenzurowanych dzieł.
